Steve Arneil
Skąd pochodzisz? Gdzie się urodziłeś? Kilka słów na temat twoich rodziców.
Urodziłem się w Południowej Afryce w 1934 roku około 200 mil od Johannesburga. Po powrocie ojca z wojny ( II wojny światowej) wyemigrowaliśmy do Północnej Rodezji (obecna Zambia), tam się wychowałem, tam chodziłem do szkoły. Później zrezygnowałem z mojego zawodu (byłem łowcą krokodyli oraz inżynierem na kopalni).
Kim był twój ojciec?
Był technikiem; roztapiał glebę, wykopywał kokę (południowo amerykańska roślina, której liście służą obecnie do produkcji kokainy).
Masz rodzeństwo?
Mam brata i siostrę.
Co skłoniło Hanshi do rozpoczęcia treningu? Dlaczego w ogóle zaczął trenować?
Kiedy byłem młody, moja mama pracowała w szpitalu; chciałem zajmować się boksem, ale ona mi nie pozwalała na to - mówiła, że to jest niebezpieczne zajęcie. Cały czas mi odradzała, więc zająłem się piłką nożną i rugby. Niedaleko był chiński sklep; idąc do i wracając ze szkoły widziałem starego człowieka, który ćwiczył. Wtedy nie wiedziałem, co to takiego, ale byłem tym zafascynowany. Obserwowałem go ukradkiem, po czym wracałem do domu. Pewnego dnia poszedłem do sklepu, on do mnie podszedł i spytał:,,Dlaczego mnie obserwujesz i ukrywasz się?" Nie zdawałem sobie z tego sprawy, że mnie widział, nie miałem pojęcia, co on robi, ale bardzo mi się to podobało Spytał, czy chciałbym ćwiczyć, odpowiedziałem, że tak. Jednak to nie było karate.
Jak doszło do wyjazdy do Japonii z RPA? Jak to się stało, że zacząłeś trenować w Japonii?
To był czysty przypadek. Mieszkałem w RPA, wyjechałem do Chin, a potem przybyłem do Kalu - jednak nie było można wyjechać do środkowych Chin, ponieważ Hongkong i Kalu były brytyjskimi koloniami. Chińczycy wskazali mi odpowiednie miejsca, które mnie interesowały, i które w końcu udało mi się odwiedzić. Zajęło mi to około trzech, czterech miesięcy. Byli tam starsi członkowie, którzy mnie przyjęli do siebie. Po jakimś czasie powiedziano mi, że powinienem najprędzej wyjechać, bo w przeciwnym wypadku grozi mi śmierć - chodziło o kwestie polityczną - komunizm. Przydzielono mi przewodnika, dzięki któremu znowu znalazłem się, w Kalu. Tam mogłem uczyć się, jednak chodziło mi o coś innego. Następnie wyjechałem na Filipiny, gdzie łatwo było o pracę (miałem odpowiednie kwalifikacje).......interesowała mnie kultura orientalna (wschodnia). Nie wiem jednak, dlaczego; do tej pory nieraz zastanawiam się, co przyczyniło się do tego. Następnie wróciłem do Singapuru, stamtąd pojechałem do Korei do Japonii, zatrzymałem się w Kaidoka - Klubie Judo - Yama, ale trenowałem też z Shokkakannian, Wagaru oraz Yama Gouchi. Spotkałem Don Dragona - amerykańskiego pułkownika, który zajmował się judo, karate i taekwondo.
Jak wyglądało to pierwsze spotkanie z Oyamą? Czy pamiętasz ten moment?
Tak, bardzo dobrze. Kiedy Don Dragon zabrał mnie do Dulgii, Soutcite tam go nie było, Był wtedy w Ameryce; kierownikiem był Kudasaki. Chciałem trenować, ale nie pozwolono mi; mogłem tylko trenować za pozwoleniem Sosai - był mistrzem (tak nazywaliśmy go). Powiedzieli mi, że jeśli chcę ćwiczyć, muszę przychodzić codziennie i obserwować. Nie rozumiałem ich mentalności, ja naprawdę chciałem ćwiczyć; Don Dragon powiedział:,, Musisz skupić się na obserwowaniu, jeśli tego nie będziesz robił, oni cię nie przyjmą". Przychodziłem, więc codziennie przez półtora miesiąca i patrzyłem. Bardzo podobało mi się to, co oni robili, sam chciałem spróbować, lecz jedynie mogłem ćwiczyć sam. Wtedy, pewnego dnia ukazał się pan Oyama. Nikt nie mówił po angielsku, ja nie umiałem mówić po japońsku, ale Don Dragon umiał. Oyama rzekł: ,,Don Dragon opowiedział mi o tobie, o tym, co robiłeś, skąd jesteś, że trenujesz judo itd., jednak musisz być pewien, że tego chcesz", Don Dragon dodał:,,Przychodził regularnie, codziennie". Ten odparł, że mogę ćwiczyć, ale nie wolno mi opuszczać zajęć; jeśli to zrobię muszę mieć naprawdę dobrą wymówkę; dodał, że jeśli kiedykolwiek złapie mnie na kłamstwie, natychmiast wylecę. Odpowiedziałem, że rozumiem, po czym ten wręczył mi kartę członkostwa. Wreszcie zostałem, kohay-em, osobą na najniższym szczeblu. W ten to sposób zacząłem trenować kyokushin.
Jak wyglądały treningi? Ile ich było w ciągu dni i ile godzin? Co robiło się na tych treningach?
Jako kohay, musiałem wstawać wcześnie rano, sprzątać, czyścić ubikacje - na tym polegała moja praca. Po południu także musiałem być do dyspozycji, wieczorem, kohay-owie kończyli jako ostatni, gdyż znowu musięli sprzątać.
A co z jedzeniem?
Zawsze byłem głodny, ale zarabiałem wystarczająco pieniędzy, na podstawowe jedzenie i mieszkanie. W Japonii można było kosztować artykuły przed ich kupnem. W każdym sklepie coś skosztowałem, dzięki czemu nie byłem głodny. Mogłem się najeść za darmo. Tak to wyglądało - kosztowałem i odchodziłem.
Czy kohay był jakby służącym?
Nie, miał po prostu swoje zadania, za które był odpowiedzialny i które musiał wykonać, trzeba było się tego nauczyć. Nie, nie byłem służącym.
Jak wyglądało tournee? Czy Hanshi pamięta, z kim walczyli, jakieś nazwiska(, np. w Ameryce)?
Sosai podróżował w USA, tam robił wszystko, aby karate stało się popularne, jednak nie było to łatwe, ponieważ wtedy mało, kto orientował się, co to takiego. Zaprzyjaźnił się, więc z kilkoma innymi ludźmi - profesjonalnymi zapaśnikami. Organizowali tzw. ,,demonstracje", które potem przeobraziły się w karate. Byłem w paru miejscach i widziałem, że ludzie się uczą - powoli, ale się uczą. Na pewno słyszeliście o sławnym Bobbym Low, w Polsce Jacku( Big Jack). Stopniowo karate nabierało popularności i zaczęło się również rozwijać w Ameryce, Afryce itd. Rozwinął się również kyokushin, a dokładniej kyokushinkan, która stanowi ostatnie stadium; więc byliśmy znani jako kyokushinkan, zawsze tak było. Dopiero później słowo kyokushinkan przeobraziło się w kyokushin, ponieważ powstała organizacja, zrzeszenie.
Czy rzeczywiście były szanse, żeby kyokushin był na Olimpiadzie w Tokio, Seulu, Barcelonie i w Moskwie? I dlaczego akurat zostało zablokowane?
Tak, to prawda. Wtedy byłem przewodniczącym w Europie. Ponieważ Piotr był w Szwajcarii, Kiedy Szwajcarzy brali udział w olimpiadzie, wykazywali ogromne zainteresowanie olimpiadą. To prawda, gdyby wszystko potoczyło się tak jak powinno było się potoczyć, z pewnością sport ten figurowałby na olimpiadzie. ... miałem pięć tysięcy członków. Głupota była jednak przyczyna tego, że straciliśmy okazję uczestniczenia w olimpiadzie. Mieliśmy sposobność ,, pokazania się". Wtedy Kyokushin cieszył się popularnością, jako jedność. Dlatego ludzie interesowali się.
Od kiedy i dlaczego zabroniono w kyokushin ataku rękami na głowę?
Jak tylko pojawiło się współzawodnictwo.....Na początku kyokushin był bardzo kontaktowy, trzeba było walczyć. Było to wezwanie dla Japończyków, ponieważ Japonia cieszyła się niezbyt dobrą reputacją.
Byłem ja, Yashico, Puchuhira, Nakamura, Kudasaki był naszym trenerem. W Bangkoku trzeba było walczyć w oparciu o ich reguły, a nie nasze. Ja nie mogłem tam pojechać, uczyłem się w szkole, nie mogłem z tego zrezygnować, ponieważ straciłbym pracę. Poza tym brałem udział w kręceniu filmu. Yoshi Oyama - brat Shigeru Oyamy również nie mógł jechać - składał egzamin na prawo. Zostali jedynie Shima Kamura i Fugihira, którzy walczyli wspaniale. Kudasakki przegrał, złamano mu nos; Fugihira i Tadashi Nakamura wrócili jako zwycięzcy.
W ten sposób zorganizowano pierwsze zawody; nie wolno jednak było uderzać w twarz, ponieważ nie było klubów, podczas gdy w tajskim boksie, kluby cieszyły się popularnością. Rozwijając się, rozwinęliśmy również nasze zasady, które były bardzo podobne do tych z przeszłości; z tą różnicą, że obecnie jest to sport o wiele bezpieczniejszy. W ten oto sposób powstały reguły, kyokushin.
(Jak to jest być mistrzem świata?)
Nie ma ,,mistrza świata". Trzeba wyraźnie sprecyzować w czym się specjalizujesz, można być mistrzem świata w karate, w shidokan, w kickboxingu, w K1 itd. Nie podoba mi się kiedy ktoś twierdzi, że jest mistrzem świata w sztukach walki. Nie można tak zakładać, gdyż nie ma ogólnej reguły, dzięki której moglibyśmy być ,,mistrzami świata". Dlatego my jesteśmy mistrzami świata w IFK. Owszem jesteśmy mistrzami świata - mistrzami opartymi na regule IFK. Myślę, że gdyby ludzie byli tego świadomi, poprawnie definiowaliby pojęcie ,,mistrza świata". Owszem, są to bardzo zdolni fizycznie ludzie, którzy są mistrzami świata, jednak są oni mistrzami w swojej grupie. Myślę, że powinno się sprecyzować kim jest mistrz świata.
Jakie jest zdanie Hanshi na temat współpracy między różnymi stylami?
Owszem, powinna być współpraca, ale musi ona działać w dwie strony. Dobrze jest wymieniać poglądy, brać udział w zgrupowaniach, jednakże nie wolno zlewać wszystkiego w jedna całość. W tym cały kłopot - ... nie do mnie należy stwierdzenie, ze jesteśmy silni. Jednak jest to ich decyzja , a nie moja; oczywiście można wiele rozmawiać współpracować, ale wnioskuje, ze jeśli mamy współpracować należy przyjąć zasady i trzymać się owych zasad, wprowadzać je w życie, pamiętać o tym, żeby ich nie mieszać. To jednak jak ze światem - jesteście Polakami, ja jestem Anglikiem, a jednak rozmawiamy, współpracujemy, rozumiemy się, ja próbuje zrozumieć wasza kulturę, wy moją, dzięki czemu stajemy się sławni. Uczymy się rozmawiać, darzyć szacunkiem, a nie krytykować - i tego naucza nasza szkoła. Podczas moich podroży próbowałem poznać kulturę ludzi, ich mentalność.... teraz można rozmawiać z Kanadyjczykami, Amerykanami, Niemcami, Anglikami; rozumiemy się, mamy rozeznanie w ich kulturze, dobrze jest ulepszać świat.
Czy jest możliwe ponowne zrzeszenie kyokushin w przyszłości?
Nie, nie. Obawiam się, że zaszło za daleko. Chciałbym, żeby kyokushin karate był jedną organizacją...ludzie chcą, abyśmy podróżowali, ludzie czasem nie potrafią dojść do porozumienia. Nie twierdzę, że kyokushin jest dobre, czy dobre lub złe, ale wiem, że jeśli chodzi o IFK, to ludziom się to podoba, chcą przynależeć.......ludzi nie powinno się krytykować; jednak niestety w każdej sztuce walki, można dostrzec konkurencję; ocenia się ludzi którzy nie powinni być oceniani. Wszystko to przyczynie się do narastania niechęci, jednak za dwadzieścia, trzydzieści lat świat może się zmieni i może będziemy tworzyć całość. Na dzień dzisiejszy, w tym życiu, nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić. Byłby to jednak dobry pomysł, ale jakie metody zostałyby użyte, jak długo trwałyby negocjacje? Poza tym wszystko wiąże się z biznesem, z chęcią zysku itd.
Jak Hanshi widzi IFK na początku dwudziestego pierwszego wieku; cele na przyszłość, jak to rozwinąć?
Cokolwiek się da. Należy się cieszyć życiem, komunikować się rozmawiać, wymieniać poglądy, mieć jasne i sprecyzowane cele; nie wiem jeszcze wszystkiego. Mam nadzieję jednak, że dzięki takim osobom jak wy, sport ten w dalszym ciągu będzie przedmiotem zainteresowania. Faktem jednak jest, że świat się zmienia, mentalność oraz sposób myślenia ludzi też, dlatego nie jestem w stanie powiedzieć o będzie dalej. Mam nadzieje, że kontynuacja tego pomoże ludziom w przyszłości, którzy będą czerpać korzyść oraz przyjemność.
Wywiad przeprowadził Dariusz Zdebel - luty 2002