Strona główna » Wywiady » Jon Blumming

Jon Blumming

John Bluming jest przewodniczącym Fundacji Międzynarodowego Budo Kai (International Budo Kai Foundation); urodzony w Holandii w 1933 r.; jest weteranem dwóch wypraw w piechocie w Korei. Po otrzymaniu 3-ego dana w judo w Holandii w 1959 r. wyjechał do Japonii, gdzie mieszkał do 1961 r.; ćwiczył u boku Donn Draeger'a, Mas Oyamy, Kenji Kurosaki oraz Ichitaro; zdobył stopień 9-tego dana w judo, 10-tego dana w karate, iaido oraz judo.
Był trenerem narodowych drużyn karate w Belgii oraz Holandii, jego uczniowie znani na skalę międzynarodową to między innymi Willem Ruska, mistrz świata w sambo Chris Dolman, oraz obecny mistrz RINGS (pierścieni) Dick Vrij. "To czego ja uczę to nie jest ani Kodokan judo ani Kyokushin Kai karate - ale połączenie trzech sztuk: karate i taiskiego boksu, technik rzutów oraz groundwork", stwierdza Bluming, co w połączeniu daje pełny okrąg walki bez użycia broni. Taka jest prawda.

REALFIGHTING:
Osu, Kancho (Bluming), miło mi, że mogę z panem rozmawiać.

Dziękuję, nie mam nic przeciwko rozmowie z prawdziwym budoką, wiec jeśli ma pan pytania, proszę strzelać.
Obecnie w USA siedziba wschodnich sztuk walki mieści się tam, gdzie w czarnych pasach nie można walczyć, naucza się technik, które są bezużyteczne, a jakość nauczania wschodnich sztuk walki jest o wiele gorsza.

BLUMING:
Nie należy martwić się tym, co stało się z budo w Stanach Zjednoczonych; tak samo to wygląda w innych krajach i w całej Europie. Być może Francja jest krajem w którym trzeba zaliczyć kurs, kilkuletni kurs, aby zostać licencjonowanym nauczycielem lub mistrzem (sensei) na skalę krajową, bez względu na dyscyplinę budo.
Starsi mistrzowie o największej sławie prowadzą zajęcia judo (jako instruktorzy). Nikt, nawet nowy mistrz świata nie może otworzyć / założyć dojo, nawet jako amator, jeśli nie posiada licencji, która jest jedyną możliwością.

Q:
Tu w USA, każdy może otworzyć szkołę wschodnich sztuk walki, kiedy tylko chce.

BLUMING:
W Holandii można uczyć każdej dyscypliny sportowej, każdy może założyć profesjonalne dojo i zacząć zarabiać, jak np. mój były uczeń w latach 60-tych, który uczęszczał do mojego dojo 6 tygodni, po czym założył czarny pas i sam rozkręcił interes. Zwłaszcza wtedy było to coś zupełnie nowego, miał sporo uczniów, ale sam nie potrafił się odnaleźć.

Q:
Co można zrobić?

BLUMING:
Nie mamy na to wpływu, tak wciąż będzie, zwłaszcza w USA. Spotykałem karateki ze wspaniałymi przydomkami w USA oraz tzw. mistrzów, którzy z ledwością pobiliby moją babcię z parasolem w ręku.

Q:
Jakie kryteria powinien uczeń brać pod uwagę wybierając szkołę bądź nauczyciela / instruktora?

BLUMING:
Trzeba wniknąć w podłoże sensei, a potem zastanowić się czy warto. Należy również pamiętać, że jest wielu dobrych mistrzów (senseis), którzy tak naprawdę nigdy nie walczyli w zawodach (, ale potrafią pokazać swym uczniom jak się walczy i dzięki nim, uczniowie sami stają się dobrymi instruktorami i mistrzami.

Q:
Dla wielu instruktorów rzeczą najważniejszą jest chęć zarobienia pieniędzy.

BLUMING:
Zwłaszcza w USA jest wielu takich, którzy uczą, ażeby zarobić jak najwięcej pieniędzy; a efekty ich nauki nie są zadowalające. Tak, to prawda, wszystko się zmieniło w ciągu ostatnich lat, obecnie interesują ich jedynie pieniądze. Jedna rzecz się nie zmieniła - to, że niektórzy wciąż walczą i uczą się z poświeceniem (na całego), aby znaleźć się wśród najlepszych.

Q:
Jak to się stało, że zaczął Pan zajmować się sztukami walki?

BLUMING:
Sztuki walki po raz pierwszy zafascynowały mnie kiedy jako dzieciak czytałem komiksy z Dickiem Bosem, tzw. odmiana sławnego Zorro w Holandii w czasie II wojny światowej.


Q:
Zatem naprawdę zaczął pan ćwiczyć w Korei?

BLUMING:
Kiedy w końcu musiałem wyjechać do Korei ( w sierpniu 1951 r), dwa razy byłem ranny, na kilka tygodni musieliśmy się zatrzymać w Yong Dong Poo, niedaleko Seulu; i przypadkowo natknąłem się na małe dojo, które prowadził mistrz o imieniu Park (nie pamiętam co ćwiczyli, nie było to Taekwondo, ale coś podobnego, coś w tym stylu). Ćwiczyłem tam kilka tygodni, po czym wyjechaliśmy do Holandii i tak się to wszystko zaczęło.
W Holandii nie było czegoś takiego, po mojej drugiej wizycie (zobaczywszy pokaz zorganizowany przez "Mifune" (podczas mojej podróży do starego Kodokana), kiedy byłem w szpitalu w Tokyo (w lutym 1951 roku), znalazłem dojo w Amsterdamie - "Neth Amateor Judo Association" sławnego Dr. Schutta (nazywanego przez uczniów OPA).

Q:
Więc to był początek?

BLUMING:
Tak, wkroczyłem w świat, który uczynił mnie budoką; żyłem tym cały czas. Udało mi się osiągnąć najwyższy szczebel i otrzymać pierwszy najbardziej upragniony CZARNY pas, kilka lat później czerwony i biały, dzięki czemu byłem pierwszym cudzoziemcem na świecie, który dokonał tego w Japonii.

Q:
Zauważyłem, że w USA przeważają czerwono-białe i czerwone pasy.

BLUMING:
W USA jest więcej pajaców z czerwonymi i czerwono-białymi pasami, niż w cyrku Barnum i Bailey. Zadziwiający jest fakt, że jest wiele osób z 10-tym danem i którzy pochłonięci są chęcią zarobienia pieniędzy oraz reklamą, a tak naprawdę to, co oni pokazują jest GÓWNO WARTE!

Q:
Czy uczył się pan walczyć w celu samoobrony?

BLUMING:
Nauka i walka wiązały się ze sztuką. Chciałem się uczyć, chciałem walczyć, aby zostać jednym z najlepszych, ale nie dla pieniędzy; wtedy przez myśl nie przeszło mi otwarcie dojo. Byłem po prostu zwykłym bachorem, który zarabiał bardzo niewiele, ale który KOCHAŁ SPORT, łącznie z jego tradycjami; przysięgałem sobie, że pewnego dnia wrócę do Japonii, aby się tego wszystkiego nauczyć.
Nadal jestem jedyną osobą na świecie, która ma PRAWDZIWY 10-ty dan w karate z Japonii z podpisem pięciu różnych organizacji. Polecam książkę dostępną pod adresem jrsvinth@juno.com dzięki której można mieć dobre rozeznanie.
Wtedy żyłem tylko i wyłącznie dla judo. Musieliśmy nawet płacić za swoje własne bilety (na pociąg) aby walczyć w zawodach w innych miastach, ale kochaliśmy to i wkurzaliśmy się kiedy nie było dla nas miejsca w drużynie narodowej.

Q:
Był pan jednym z pierwszych ludzi, którzy trenowali kilka sztuk walki, co pan myśli o the no-holds-barred (NHB) oraz Mixed Martial Arts (MMA's), które nabrały dużego rozgłosu i stały się tak popularne, np. the UFC, Pride, Pancrase itd.?

BLUMING:
W marcu 1965 roku pokazałem Oyamie mój pomysł karate all -round (all round karate). Karate oznacza "walkę wręcz", co moim zdaniem wiąże się z walką bez użycia jakiejkolwiek broni, nawet ołówek w ręku nie wchodzi w grę.
To właśnie ci z the UFF zaczęli walczyć w Japonii. Pojechałem tam z Chrisem Dolmanem i Dickiem Vryiem. Oni dokopywali Japończykom, Amerykanom i Rosjanom. Należy mieć na uwadze to, że Dolman już był trzykrotnym mistrzem w Sambo, mistrzem w judo w Europie oraz 20-krotnym mistrzem w grecko-rzymskich zapasach oraz zapasach w stylu dowolnym (Greco-Roman and freestyle wrestling).
Tak o to w 1933 roku Dolman został pierwszym mistrzem RINGS w Tokyo za co otrzymał $ 100.000. Myślę, że jest to coś wspaniałego, że walka wręcz zrobiła tak ogromny postęp. Wkurzał mnie fakt, że miałem już swoje lata, aby brać udział w walkach (poza tym byłem wiele razy kontuzjowany).
W the K-1, gdzie uczniowie Jan'a Plas'a i Johan'a Vos'a (zarówno ten pierwszy jak i ten drugi z mojego dojo) mają wysokie noty(jan ma 8-ego dana). Pancrase także znalazł się na nagłówkach gazet wraz z uczniem Dolmana - Basem Rutten'em oraz moim osobistym uczniem Sem'em Schilt'em, który sięgnął po tytuł trzykrotnie, a teraz walczy w zawodach Pride. Nie za bardzo lubię cage fights, ponieważ myślę w Budo.


Q:
Czy ci ludzie z MMA są obecnie bardziej utalentowani niż ci z przeszłości?

BLUMING:
Tak, oczywiście, mają większy talent niż tamci (w karate). Dlatego japończycy nigdy nie stanęli na podium, nigdy nie wygrali niczego, a przynajmniej nie w all-round-karate. Zawsze dostali po uszach, po czym wylatywali.
Wyzwałem na pojedynek Matsui oraz jego chłopaczków na pojedynek drużynowy, który miał mieć miejsce w Japonii w 1994 roku. Kazałem mu zostać kapitanem, dzięki czemu mogłem wezwać go na pojedynek i to na ringu - gdzie nie było możliwości ucieczki. .. O mało co by się nie udławił. Akira Maeda z Rings wszystko widziała...
Nie należy zapominać o homo games z Wado oraz grupach the JKA Shotokan karate, bez jakiegokolwiek kontaktu. Wtedy nawet moja babcia mogła dać im popalić przy użyciu parasola. Beż żadnego porównania. Nawet dobry judoka nie dałby rady dobremu kick-boxerowi. Jednak dzięki silnej woli, odporności oraz ducha walki - można być nie do pobicia.

Q:
Wielu ludzi w USA uważa, że Mixed Martial Arts (MMA) rozwinęły się bardzo szybko, ponieważ wielu uczniów wschodnich sztuk walki chciało sprawdzić skuteczność swych technik ... stracili zaufanie do sztuk walki.

BLUMING:
To prawda, ale ... Dlaczego? Ponieważ w USA jest więcej ekspertów w "gadulstwie", niż w Europie (nie mam pojęcia dlaczego). A jeśli nawet mają ducha walki, jest niewielu naprawdę dobrych i niewielu takich, którzy wiedzą czego chcą.

Q:
Dobrze Pan przygotowuje swoich uczniów, można zauważyć, że Holandia jest najlepsza.

BLUMING:
Tak, trenowałem ich tak dobrze, że zwariowana rodzinka (The Gracies), która zawsze ma wiele do powiedzenia nigdy nie chciała walczyć z Chrisem Dolmanem. To samo się tyczy Sem'a Schilt'a. Nie wyobrażam sobie, żeby któryś z Gracies pokonał ich. Jednak Gracies są świetnymi showmanami (potrafią odstawić spektakl pokazowy).

Q:
W obecnych czasach MMA opiera się na trzech podstawowych stylach, z których wszyscy korzystają; - Muay Thai (kopnięcia, uderzenia kolanem oraz łokciem), Boxing (uderzenia pięścią) oraz wiele innych odmian walki wręcz (Gracie, Sambo, Wrestling, Judo). Czy na pańskich treningach można zauważyć owe style, czy jest to jedynie typowa odmiana karate i judo?

BLUMING:
Tak, to prawda, ale moim zdaniem za bardzo chwalimy Gracies; oni nie wnieśli niczego nowego. Gdyby oni zmienili zasady i wolno byłoby uderzać i kopać mając jedno kolano na macie, byłoby zupełnie coś innego. Widziałem coś podobnego takiego w Tokyo - gdzie jeden z rodziny Gracies przegrał z kick-boxerem.
... Wiedząc, że skoro kolana ma na macie, jego przeciwnik nie ma prawa go uderzyć. Oczywiście uczyłem ich tych stylów. Korzystałem z tych technik w Kodokanie parę lat temu, kiedy Gracie był jeszcze w pieluchach. W każdym stylu można się nauczyć nawet tego, czego się nie powinno robić. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ja nie najeżdżam na Gracies, dobrze robią, że wystawiają swoje techniki na pokaz, co przynosi im zysk. Ale jeśli się twierdzi, że jest się niepokonany, wtedy powinno się walczyć z Chrisem Dolmanem; a ten zawsze odmawiał i w ogóle nie odpisywał na jego listy.
Sem z pewnością chce z nimi walczyć, więc niech się skontaktują z PRIDE. Jednak nie sądzę, aby to zrobili. Ci, którzy przychodzą do dojos z pewnością nie chcą brać udziału w walce all-round (all-round fighting), oni po prostu sądzą, że mogą się nauczyć elementów samoobrony, czegoś "tajemniczego", dzięki czemu będą w stanie skutecznie walczyć na ulicy w razie potrzeby. Jednak to się nie sprawdza, gdyż nawet dobrzy wojownicy nie są ulicznymi wojownikami - nie posiadają instynktu zabójcy w przeciwieństwie do "urodzonego" wojownika "z prawdziwego zdarzenia". Dlatego nieczęsto spotyka się dobrych wojowników all-round (all-round fighters), takich, jak np. Dolman, pierwszy Gracie, Sem Schilt, Ernesto Hoost, Peter Earts itd.

Q:
Więc uczy Pan wszystkich podstawowego programu bez względu na to, czy uczniowie chcą się bronić czy walczyć na ringu?

BLUMING:
Nauczam podstawowych technik możliwie prostych - ale sprawdzonych i które stają się automatycznie drugą naturą w razie konieczności. Walka o życie całkowicie różni się od walki za pieniądze, zwłaszcza za CUP na macie.

Q:
Od kilkunastu lat stało się popularne "reality based martial arts". Wielu ludzi pragnie się skupić wyłącznie na prostej, ale efektownej samoobronie, bez mistycyzmu i godzin poświęconych na ćwiczenia kata. Czy staje się to również popularne w Europie i czy Pan się tym zajmuje?

BLUMING:
Owszem, to jest popularne w Europie, ale nic poza tym, ale ponownie jest 90% kłamców w porównaniu z niewielką garstką najlepszych na świecie.
Te wszystkie bzdury o mistycyzmie itd. są śmieszne , ale w naszej grupie panuje pewna tradycja oraz etyka - która powinna stać się pewnego rodzaju braterstwem, ale to nie ma nic wspólnego ani z tymi chińskimi ani japońskimi bzdurami.

Q:
Ma Pan ciekawą karierę (historię) w sztukach walki. Był Pan właściwie jedynym z poprzedników Europejskiego Budo (Budo w Europie).

BLUMING:
Taki to miało początek w Europie. Po moim powrocie z Japonii w 1961 r. nie było niczego z wyjątkiem judo - niczego nie miałem, musiałem zaczynać od początku, żeby nie było aż tak źle.

Q:
Niech nam pan powie o pana stylu karate, jak się rozwinęło, jakie były pana przygody z Oyamą.

BLUMING:
No cóż, w typowej walce karate są sędziowie (na rogach), sędzia główny, są gwiazdy, okrzyki, walkę trzeba przerwać, wznawiać; trzeba się rozdzielić i znowu walczyć, runda po rundzie, co jest śmiechu warte. Nie ma to nic wspólnego z walką.
Kiedy się już zbliżam, chcę powalić sukinsyna, po czym doprowadziłbym do walki na podłodze,... co właśnie zaprezentowałem walcząc w potyczce z Oyamą w 66 r. w wyniku której o mało nie dostałby ataku serca. Jednak pozwolił mi uczyć u niego w dojo, dlatego Askira został jednym z moich uczniów, i Peter McLean i paru innych, a potem walczyłem z "tym karłem", (jak mu to było?), a Fujihira - mistrz wagi ciężkiej, a później mistrz świata wagi lekkiej w boksie tajskim (oczywiście wtedy on ważył 63 / 65 kg, a ja 102 kg).
W każdym razie Oyama powiedział, że nie można go dotknąć (Fujihiry), ponieważ albo zostanie znokautowany albo się go wykopie. Ja mówię, "sensei - to śmieszne jeśli facet jest silny, większy, zwinny i szybki, skoczy na niego", i Fujihira nawet nie mógłby kopnąć, uderzyć (pięścią) lub zrobić cokolwiek innego, a nawet gdyby mu się udało, w jego uderzeniu w ogóle nie byłoby siły - nie więcej jak 30% / 40%? prawdziwego kopnięcia lub uderzenie ręką. A potem już leży bezbronny na macie jak małe dziecko.
Tak, Oyama tak nie myślał. Więc kiedy Fujihira przyszedł na salę, widziałem jego twarz.
Więc wykonałem jeden ruch do przodu, a on natychmiast przyjął pozycję gotowego do walki, a to mnie wkurzyło, więc krzyknąłem Bag i skoczyłem na niego, powaliłem go, związałem mu ręce jego własnym pasem, moim pasem związałem mu stopy razem i wyglądał jak zawinięta pocztowa paczka. Aż tu wchodzi Oyama i mało brakowało, a po raz drugi nabawiłby się zawału. "Co się dzieje," spytał. "No cóż, to jest styl, o którym ci mówiłem. A mówiłeś, że nie można go dotknąć - a spójrz na niego ..." właściwie to był pierwszy z incydentów, który sprawił, że odszedłem z Kyokushinkai w roku 1970.

Q:
Kiedy byłem młodszy, mieszkałem u Yamaguchi Gogena; był dla mnie miły. Czy kiedykolwiek miał Pan z nim styczność?

BLUMING:
Tak, miał świetne dojo, był świetnym facetem i dobrym kumplem.

Q:
Kiedy trenowałem u Gogena, pojechałem z wizytą do Oyamy i spytał gdzie trenuję. Kiedy mu powiedziałem o Gogonie, jeden z jego ludzi się zaśmiał i powiedział, że to szkoła balleriny, ale czy Gogen nie jest dobrym nauczycielem?

BLUMING:
No cóż właśnie tam on się nauczył karate, ... a nigdzie indziej! Nie wiem czy czytałeś jedną z książek na jego temat (napisaną przez jednego tępego Amerykanina). Twierdzi, że Oyama sięgnął po tytuł mistrza kraju w Japonii w "Knockout karate" w Kyoto w 1947 r. To jest kurwa niemożliwe. To jest niemożliwe, bo Shogunem Japonii był wtedy MacArthur, a on zakazał jakiejkolwiek sztuki walki, która ma coś wspólnego z walką, w końcu powiedział, że judo może być (w 46', 47', chyba), bo to jest sport, gra, a nie opiera się na przemocy; ćwiczyliśmy w starszym kodokanie z Suidobashi,. gdzie trenowałem z ciężarkami w 60s. To było największe kłamstwo jakie słyszałem.
Drugim kłamstwem było to, kiedy powiedział, że jedzie w góry na specjalny trening na nie dłużej niż 3 - 6 tygodni. On mi to powiedział. Kiedy 3 lata później wyjechałem, mówił innym, że był w górach trzy lata. Jak kurwa on mógł uprawiać karate? Potem twierdzi, że ćwiczył judo, chwaląc się, że ma trzeciego dana w Kodokan. Mówią, że on nigdy nie mówi takich rzeczy, zawsze to się o nim mówiło, on tylko patrzy na ludzi, przytakuje, powtarzając "tak ...", ale to jest kłamstwo. Nigdy nie ćwiczył ŻADNEGO Judo w Kodokan, trochę trenował boks kiedy byłem dzieckiem - nie miał styczności z karate ani z judo. Jego zapewnienia, że w latach 46, 47 trenował karate - to też stek kłamstw - wtedy dopiero wyszedł z wojska.

Q:
Więc jego pierwszym i jedynym nauczycielem był Gogen?

BLUMING:
Tak! Tak! Kurosaki mi powiedział. Nie wiem czy znasz Korosaki; i nie wiem czy on chce o tym gadać, ... Powiedział mi, że trenują z Yamaguchi, a Oyama został nidanem (nidan). Nie wiem czy miał dana, ale Kurosaki był dobry, naprawdę potrafił zabijać (był prawdziwym killerem). Postanowili więc założyć organizację, mając nadzieję, że zarobią w tym businessie kupę szmalu. Było to na skalę światową, więc każda szkoła i członkowie dokonywali wpłaty; członkowie płacili $10, później opłata wynosiła tylko $3, aż w końcu za tę cenę można było być członkiem do końca życia.

Q:
Spotkał Pan Tadashi Nakamurę?

BLUMING:
Tak, oczywiście, był wtedy dzieciakiem. To, że jest mistrzem to kłamstwo, on nigdy kurwa nie sięgnął po żadne mistrzostwo.

Q:
Czy on nie pokonał mistrza Thai?

BLUMING:
Nie, nie, nie, on zwyciężał, ale nie pokonał najlepszego. Tak naprawdę, Fujihira pokonał pięściarza tajskiego wagi lekkiej ...

Q:
A co z tą opowieścią, że Oyama wysłał kogoś do Nowego Jorku, aby zabił Nakamurę? Czy to prawda?

BLUMING:
Tak, to prawda, postrzelili go w kolana. Nakamura dobrze walczył w dojo, był świetnym nauczycielem, ale w starym systemie (staromodnym); nic dzisiaj by nie robił z caged fight, the K-1 fights, free fights - oni by go zabili, nawet gdyby miał 20 lat, ale ten system jest staromodny. Jedno co mi się nie podobało to to, że przyznał sobie 10-tego dana w wieku 40 lat, a w Japonii trzeba mieć przynajmniej 61 lat, żeby otrzymać taki pas.
Podziwiałem Nakamurę za to, że dostrzegł te przekręty, które się robiło na tzw. mistrzostwach świata, a on tego nie tolerował. Był wtedy sędzią.
Japończycy bardzo chcieli cofnąć tę decyzję, a on nie godził się na to, po czym napisał list, w którym stwierdził, "Przepraszam, ale moje serce jest u boku Kyokushinkai, bardzo was kocham, ale dłużej nie potrafię znieść tych oszustw. Organizacja ta nie ma nic wspólnego z prawdziwym duchem i tradycją karate, przepraszam, ale ja w to już nie wchodzę". Stało się to kiedy wysłano go do Nowego Jorku, aby tam walczył. Otworzył pierwsze dojo pod japońskim nadzorem - Hombu. Ja byłem w Nowym Jorku z moją żoną w czerwcu w 1971 r., Nakamura i Shigern Oyama zaprosili mnie na japoński obiad i od tamtego czasu w ogóle ich nie widziałem.

Q:
Pamięta Pan Shigeru Oyamę?

BLUMING:
O tak, to dupek! Usiłował prowadzić tę swoją organizację Oyamy znaną na całym świecie, ale zawsze żądał coraz więcej pieniędzy i dlatego każdy dał sobie z nim święty spokój.
Wywalili mnie z jego szkoły (w Nowym Jorku), bo nie walczyłem według ich głupich zasad karate, rzucałem też przeciwników na matę.

BLUMING:
Tak, tak to wyglądało w staromodnym stylu - uszczęśliwianie dzieciaków, którzy dobrze płacili. W każdym razie teraz więcej pije, niż naucza, a jego uczniowie w Holandii chodzą do mojego dojo, nie chcą mieć z nim nic wspólnego.

Q:
Kiedyś wspomniał Pan, że uczył 7 rzutów, jakie to rzuty?

BLUMING:
No cóż, aby im pokazać jak to wszystko się zaczęło od początku, pokazuję im: 1) Uki-goshi, zwyczajny rzut bioder w zapasach, drugi to pełny rzut bioder 2) O-Goshi, trzeci typ to rzut za pomocą bioder i nóg 3) Haraigoshi, kolejny to 4) Osotogari (ruch w tył), następnie 5) Ippon seionage (ustawienie się pod ramieniem przeciwnika i przerzucenie go za pomocą głowy), wreszcie 6) kosoto-gake, dla odmiany, w drugą stronę, aż w końcu dochodzimy do ostatniego - Deashikake, jak to jest w kockboxie, ...
To są rzuty, które im pokazuję, ale zawsze im powtarzam, że nie trzeba znać wszystkich siedmiu rzutów bardzo dobrze, ale jeśli masz dobry rzut biodrem - dobry Haraigoshi, dobry Osoto - Gari i dobre boczne kopnięcie ich kosoto-gake, lub Deashi-Kake, to w zupełności wystarczy, to wszystko co jest potrzebne.
Na macie uczę ich tzw. obrotu (circle), zaczyna się z Kesu-gatane z judo ...

Q:
Co Pan myśli o Gracies?

BLUMING:
Podziwiam Gracy, przynajmniej pierwszego, ale czy tych innych - tego nie wiem - lubią się chwalić. Jednego z nich widziałem w ostatniej walce w Rings - był po prostu "na pokaz", dostał niskim kopnięciem tak mocno w nogi, że się przewrócił na podłogę i roztrzaskał sobie głowę. Zawsze próbują biec do przodu, chwycić twoje nogi, ale najśmieszniejsze jest to, że wiedzą, że jak tylko chwycą cię za nogę, zawsze druga jest na tatami (?). Jak już do tego dochodzi, nie można go uderzyć. Gdybym miał walczyć z kimś takim, powiedziałbym mu, nawet w moim wieku, że lubię z nim walczyć, ale bez baz żadnych reguł! Tyle tego gówna o nodze na podłodze, a ja nie mogę uderzyć, ale jak tylko jest okazja, uderzę tak mocno, walnę z taką siłą, że złamię mu pierdolony kark. Ale tego nie wolno robić.
Jeden z moich najlepszych uczniów - Gilbert Eifel, walczył z jednym z zapaśników, który był mistrzem wagi ciężkiej w Sydney, walczył on na tych samych zawodach w lutym zeszłego roku w Rings w Tokyo. Doskoczył do niego i chwycił nogi Wielkiego Murzyna Eifela, a ten uderzył go łokciem, Bang, i o mało go nie zabił - dostał prosto w środek między ramionami, wap! Jednak o mało by go zdyskwalifikowano, stracił 3 punkty, stracił pieprzony shiai, stracił tytuł, kosztowało go to $200.
To właśnie jest oszukaństwo, udawanie, ten zapaśnik nic nie zrobił, tylko doskoczył, chwycił mu nogi obiema rękoma i nic się nie stało, nie było żadnego rzutu, uderzenia czy kopnięcia, i wygrał $200.

Q:
Więc uczą ... O to właśnie chodzi?

BLUMING:
Właśnie, a Gracie, pierwszy Gracie twierdził, że nie można go pokonać, a później Dolman, mój uczeń - pierwszy "prawdziwy" nieoficjalny mistrz świata pobił każdego - Rosjan, Ukraińców, Amerykanów - nie wiem - ale naprawdę im dokopał, po czym stwierdził, że chce walczyć z waszym kolegą Graciem, wysłał mu list polecony, ale nie otrzymał odpowiedzi. To było w roku 1993, a potem potem można było słyszeć tę historyjkę, że jeśli chcesz, zawsze możesz przyjść do mojego dojo i walczyć ze mną, a walk nie ma w dojo tylko na arenie, tak, żeby mogli nabić kolejne $100 K.
Wszystkie takie organizacje w Japonii są własnością gangsterów, Yakuza, każdy to dobrze wie.

Q:
Tak, Mas Oyama "uzbroił się" w gangsterów.

BLUMING:
Tak, ale Kurosaki też, K. Był ich ...

Q:
Czy Kurosaki jest facetem, który nienawidził Gaijins (białych) i cały czas spuszczał im manto?
BLUMING:
Nie wiem. Nigdy z nim nie walczyłem, nigdy nie chciał, żeby do tego doszło; widział jak dokopałem jednemu z mistrzów, a ja nie znałem karate, zaledwie zaczynałem - byłem tam od ok. 10 dni, ale w tym miejscu byłem fanatykiem, miałem już 4-dan w judo. Jak tylko zagoniłem faceta do kąta, ten nie wiedział co się dzieje, chciał mnie uderzyć pięścią, ale ja chwyciłem ... wisiał nad moją głową, a Oyama krzyczał, "Przestań", więc postawiłem go na ziemię, dałem mu spokój, ale od tamtego czasu wszyscy mnie omijali.

Q:
Ile ma Pan wzrostu?
BLUMING:
Wtedy mierzyłem ok. 6'-4' (196 cm), teraz się zdeptałem.

Q:
Ale jest Pan dobrze zbudowany.

BLUMING:
Tak, ale kiedy zaczynałem, nie byłem. Kiedy ćwiczyłem judo jako amator, ważyłem 78 kg, a kiedy Draeger (Don Draeger) zaczął mnie trenować w marcu 1959 roku - do listopada ważyłem dobre 102 kilo.

Q:
Czy Draeger był miłym facetem?

BLUMING:
Był najlepszy; był najlepszym Judokom w Kodokanie, zdobył 8, 9 i 10 dany. Miał więcej wiedzy w swoim palcu niż inni w całym ciele ... Był wojownikiem sztuk walki z prawdziwego zdarzenia, miał ciało greckiego Boga. Był tak silny, że był jedynym facetem, którego nie potrafiłem przerzucić kiedy z nim walczyłem, a na macie też nie mogłem z nim niczego zrobić.

Q:
Ile miał wzrostu?

BLUMING:
190 / 192, był starszym Majorem Marine, ale był silny i dobrze zbudowany.


Q:
Wygląda na to, że Pan i Draeger byliście pierwszymi trenerami, którzy uczyli wszystkich stylów jednocześnie (?) (mixed martial arts)?

BLUMING:
Tak, latem '59 r. Draeger zapytał, "Jon naprawdę chcesz znać podłoże japońskiego samurai i wszystkich sztuk walki?" Ja odparłem, że tak. Ten na to aby połączyć zajęcia bo-jitsu, shimizu i kurody. Dodał, że są instruktorami policji, jeden z nich ma 10-tego dana, drugi 7-ego. Są wspaniali, ... można się wiele nauczyć o mieczu - oni tym żyją, Kendo o Bo-jitsu (walka na kije - stickfighting). Właśnie tym zajmowaliśmy się - dwa razy w tygodniu - 2.5 roku, po czym zorganizowaliśmy wielką demonstrację w 1961 roku - w sali Hibiya; był to również sprawdzian - oboje dostaliśmy 3-ego dana od Federacji Japońskiej Kendo w Bo-jitsu. Więc zanim wyjechałem do Holandii, miałem już 3-ego dana w iai-jitsu. W roku 1966 otrzymałem drugiego dana w Kendo od Kurody.

Q:
Tzn, że pionierami mixed martial arts, o których nie słyszano? Wydawało mi się, że to wszystko miało swój początek w Ameryce.

BLUMING:
Nie, w Ameryce są miliony organizacji, a co jedna to gorsza. A kiedy się mówi, "spotkajmy się i zróbmy coś małego w dojo" to oni srają w gacie, nie chcą tego robić. W rzeczywistości pokłóciłem się z niektórymi członkami w mojej organizacji. Facet o imieniu Antonio Bustillo z Miami, ...
Chcieli należeć do organizacji, więc się zgodziłem; dokonali jednorazowej wpłaty za członkostwo w wysokości $15. Chodzi o to, że ja tego nie robię dla pieniędzy, tylko dla przyjemności, jednak jakieś pieniądze są potrzebne, aby organizacja istniała. Oni pytali o stopnie / oceny, wysyłali mi świadectwa z ocenami innych organizacji, więc pomyślałem, że gdzieś trzeba zacząć, więc przyznałem Bustillowo (byłemu policjantowi) 4-ego dana, Carlosowi też.
Teraz okazuje się, że Carlos od lat palcem nie kiwnął, był tylko grubą świnią, która chce świadectwa nadanego przez sławnego Budoka, Bluminga; chce również założyć coś, co pozwoli mu zarobić pieniądze.
Później ni stąd ni zowąd, przyjechało z Urugwaju dwóch facetów - Guzman i Daniel - dwóch dobrych mających swoje dojos. Carlos, Fernando i Bustillo nie mają dojos, po prostu gdzieś czasem trenują. Przyjąłem tych facetów, bo tak chciał Carlos. Był moim pewnego rodzaju asystentem, więc skoro jego zdaniem oni są dobrzy, postanowiłem ich przyjąć. Więc ich przyjąłem, ale nagle potem, kiedy dostali 4-ego dana, każdy zaczął się drzeć, pytając jak to możliwe; wreszcie powiedziałem Carlosowi, że to właśnie on kazał mi ich przyjąć. Powiedziałem mu, że jeśli mu się to nie podoba, że jeśli to jest sprzeczne z jego zasadami (haa haa haa), może odejść - po czym to zrobił. Więc podziękowałem za wszystko co dla mnie zrobił, po czym Bustillo również odszedł, a następnie Fernando. Nic mnie to nie obchodziło, tamtej nocy bardzo dobrze spałem, tym bardziej, że miałem dosyć tego gówna, a właśnie to jest w świecie Budo. Zajmowałem się tym od 50 lat w Holandii, trenowałem judo, potem karate, wprowadziłem karate i judo w Europie - tam się nikt wcześniej tym nie zajmował, niektórzy nie umieli nawet tego dobrze przeliterować, inni w ogóle nie mieli pojęcia co to oznacza. Zaczynałem od początku w grudniu 1961 roku utworzyliśmy pierwszą organizację w Europie 2 stycznia 1962 roku. Teraz patrzę na Europę z kilkoma milionami dojos, a nikt nie wie, że to wszystko zaczęło się ode mnie.
Więc cieszę się, że Bustillo i ci inni odeszli - nie mają członków, niczego do diabła z nimi - ale właśnie z takimi sprawami ma się do czynienia; dlatego lubię Josepha Swintha - bo tylko on jest poza tym gównem i polityką - on wychodzi z założenia, że jeśli ktoś chce trenować, to świetnie, ale kto nie chce - może wypierdalać. Gdzieś mamy stopnie, chcemy jedynie, żeby ten, który uczy wiedział, co robi i czego chce. W zeszłym roku zaproszono mnie na seminarium. W ogóle facetów nie znałem, teraz ich znam i znowu mnie zaprosili.

Q:
Kancho, wracając do stylów, bardzo mi się podoba Muay Thai, a zwłaszcza uderzenia łokciem i kolanami. Co sądzisz o tym stylu?

BLUMING:
Tak, tak, to dobry styl, bardzo dobry. Jedyne co mi się nie podoba w tym stylu to samoobrona, w której nie ma żadnych rzutów, ani walki na ziemi (no groundwork).
Poza tym to zabawne, The Chinese Boxing Federation, the Wing Chun, to egoiści skupieni na swoim własnym stylu. Moi chłopcy tam pojechali (do Emina Boztepe), Dolman, Vrij i kilku innych, bo ten twierdził, że nikt go nie pokona; klękał i płakał, nie żartuję. To dupek. Mówił, "proszę, to tylko reklama, dajcie spokój, chcę po prostu zarobić jakiś grosz, to wszystko", w końcu ci na niego splunęli i poszli sobie. Nie, to dupek. Osobiście go nie znam.

Jest facet o imieniu Dick Watchtbegger; ku mojemu wielkiemu zdziwieniu w zeszłym roku zadzwonił do mnie i powiedział, "Panie Bluming, sensei, czy byłoby możliwe gdyby Pan przyjął zaproszenie na pański kilkugodzinne zajęcia?" Byłem zdziwiony; dodał, że chciałby poznać inne style. Zgodziłem się, a ten był jednocześnie zaskoczony i szczęśliwy; po nauce zamiast pieniędzy obiecał mi 50% więcej. Dodał, że zasługuję na to (śmiech), jakie to zabawne. Chcą się nauczyć czegoś o groundwork i paru rzutach (throws), co mi się podoba.

Q:
Właśnie wróciłem do sztuk walki po rocznej przerwie; zgadzam się z Panem, ta cała polityka jest do niczego. Kiedy wróciłem, postanowiłem zerwać z tą całą gównianą tradycją. Obecnie zajmuję się Muay Thai - uderzeniami łokciem, kolanami oraz kopnięciami, boksem na pięści, i Gracie (groundwork); co Pan o tym sądzi?

BLUMING:
Świetnie, świetnie!! Dobry pomysł. Z pewnością Gracie zna groundwork. Dlatego w 1980 roku, po kilku latach od chwili mojego odejścia, nie chciałem mieć nic wspólnego z tymi dupkami, ci z marynarki (the Dutch Marines) zadzwonili do mnie i powiedzieli, "Sensei, prosimy wróć i nauczaj znowu". Ponieważ uczyłem ich od 1964 roku, no cóż ... wróciłem tam i znowu ich uczyłem; powiedziałem jednak, że nie będzie już żadnego tradycyjnego karate, all-round karate, rzutów czy groundwork. Ohhh, jak im się to spodobało! Wciąż tam uczę, w zeszłym roku byłem w bazie holenderskiej marynarki (Dutch Marine) na obszarze śródziemnomorskim, w tym roku również tam jadę.

Q:
Ile u Pana kosztuje jedno seminarium / spotkanie?

BLUMING:
Oh, to nie ma nic wspólnego z ceną, jeśli potrafią zebrać grupę ludzi i zapłacą za podróż (business class), jeśli zagwarantują mi normalne hotel, oni mówią, że mają tyle pieniędzy, ja mówię OK. To znaczy, nie lubię Japończyków, chcę 10 tysięcy dolarów, a moja cała rodzina musi jechać pierwszą klasą. A oni uczą rzeczy, których się uczysz w pierwszym tygodniu w Kodokanie jako początkujący. To śmieszne.

Q:
Kiedy ja byłem nastolatkiem w Japonii (wszyscy uczniowie) byli zmuszani do wzięcia udziału w obozie treningowym, bo w przeciwnym wypadku zostalibyśmy wykluczeni z grupy. Więc płaciło się $150 żeby uczestniczyć w bezużytecznym obozie, w którym uczyliśmy się początkowych chwytów.

BLUMING:
Tak, tak, wtedy to było dużo pieniędzy. Wtedy też miało coś takiego miejsce w Europie. Tutaj się już tego nie robi, ponieważ żadne dojo czy organizacja w Holandii nie zapraszają do siebie Japończyków, bo jesteśmy od nich o wiele lepsi. Zawsze są pokonywani. Czy istnieje jakiś Japończyk, który kiedykolwiek wygrał mistrzostwo świata w Karate? Nie, Oyama wygrał ... przypadkowo (śmiech).

Jeden z moich uczniów, który teraz ma 6-tego dana i który prowadzi treningi floty oraz marynarki wojennej (Marine and Navy) w Curacao. Powiedział mi (podczas pobytu w Holandii), "Sensei, jest tu pan Suzuki z Anglii, jest Japończykiem, ma 8-ego dana i zamierza nauczać w jednym z miejscowych dojos. Czy jeśli tam pojadę, mistrzu, to będziesz zły?" Ja odparłem, że nie, dodając, że może jeździć gdzie tylko chce i że może uczyć się z każdego stylu. Było to kosztowne, 165 holenderskich florenów, a on przyjedzie jeśli będzie 30 facetów. Więc dwa dni później dzwoni do mnie i mówi, "Sensei, miałeś rację, głupiec ze mnie, czy wiesz co robiliśmy? Przez 20 minut siedzieliśmy w Zazen, bo ten twierdził, że nie wiemy jak się to robi, poprawiał nasze głowy, stopy i ręce. To nas doprowadzało do szału, ponieważ nasze nogi z zachodu nie są przyzwyczajone do Zazen. Więc po 20-minutowej rozgrzewce, uczył nas przez 20 minut staromodnego sposobu - postawa, ichi, ni, san, mate, obrót, ichi, ni, san, kolejny ra to samo ze stopami itd. Potem przestaliśmy, pomyśleliśmy sobie, że za chwilę pokaże nam kilka dobrych technik, ale to już było wszystko, za $165". Ja odparłem, "A nie mówiłem, jeśli chodzi o sztuki walki, to Japończycy są ciotami. Z wyjątkiem paru facetów, np. Kuroda, jemu nie zależało na pieniądzach. Kiedyś nie poszedłem do jego dojo, ponieważ nie miałem pieniędzy, kiedy poszedłem tam następnym razem, był wkurzony, że nie przyszedłem, w ogóle nie chodziło mu o pieniądze. Powiedział, że tu nie chodzi o pieniądze; to jest prawdziwy Budoka!

Tak samo sprawa wygląda z Kurosaki, jemu nie chodzi o pieniądze, liczy się duch walki i praca nad sobą i swoim rozwojem.

Q:
W Ameryce, wielu ludzi ugania się za mistycyzmem, w rzeczywistości go chcą, wynajdują, a taki nie istnieje.


BLUMING:
W sztukach walki nie ma żadnego mistycyzmu, to tylko ciężka praca, wysiłek, pot, łzy; oni wymyślają takie coś, bo nie potrafią walczyć, sami nie wiedzą czego chcą. W ten właśnie sposób mają swoich uczniów i utrzymują ich zainteresowanie, przynajmniej mogą sobie kupić dobry samochód i dom.
Takie coś nie ma nic wspólnego ze sportem.

Q:
No cóż Kancho, dziękuję za wszystko. Doceniam to, że jesteś jednym z niewielu, którzy szczerze ujawniają całą prawdę.

BLUMING:
Tak, bo ja nie potrzebuję pieniędzy.

Q:

Jeszcze raz, dziękuję bardzo.