Strona główna » Wywiady » Dariusz Michalczewski

Dariusz Michalczewski

Dariusz Michalczewski


Kategoria wagowa - półciężka
Wzrost: 184 cm
Data urodzenia: 05.05.1968 r.
Boksuje od 12 roku życia
Osiągnięcia jako amator 150 walk, 139 zwycięstw, z tego 89 przez KO
Mistrz Europy w wadze półciężkiej w 1991 r. w boksie amatorskim
Mistrz Świata WBO w wadze cruiser - 1994 r.
Mistrz Świata WBA/IBF w wadze półciężkiej - 1997 r.
Mistrz Świata WBO w wadze półciężkiej od 1994 r. nadal

Praca, praca i jeszcze raz praca

Sport rodzinny

Od kiedy pamiętam, w moim domu zawsze były rękawice bokserskie. Boksował mój ojciec i moi wujkowie. Od małego dzieciaka chodziłem również na mecze bokserskie. I gdy zmarł mój tata w 1980 roku, mój wujek chcąc odciążyć trochę moją mamę, zabrał mnie na pierwsze zgrupowanie bokserskie - to były wakacje - do Goszyn z juniorami ze Stoczniowca. I tak się zaczęła moja kariera.
Jakoś tak wychodziło...
Pamiętam, że jak myłem z kolegami szyby na jednym z parkingów, przyszła inna grupa, która też chciała myć szyby. I jakoś tak wychodziło, że gdy mieli wyjść naprzeciwko siebie najsilniejsi z obu grup, by walczyć, to zawsze na mnie padało. Tak więc, doświadczenie, przed tym nim zacząłem boksować, miałem już dość spore.
Z drugiej strony - mój wujek - Józef Baronowski (Mistrz Polski Juniorów) uczył mnie, że boksować mogę tylko na ringu, nie na ulicy.

Pierwsze treningi
To była praktycznie sama walka z cieniem, katowana do oporu. Ja od samego początku, jak każdy młody chłopak, chciałem boksować. Założyć kask, rękawice i mieć ten kontakt z zawodnikiem. Jednak było tego bardzo mało. Czasami było to wynagrodzenie za trening, mogliśmy założyć rękawice i poboksować w worek. Lecz głownie musiałem ćwiczyć technikę i wszystko odbywało się na sucho. Nim pierwszy raz wyszedłem n ring minęły 3 lata. Moja pierwsza oficjalna walka miała miejsce 1 maja 1983 roku w Słupsku. To była walka przedmeczowa.

Zawodowstwo
Treningi zawodowe rozpocząłem już w 1991 roku, gdy przejął mnie trener Sdunek. Te treningi, to było to co lubiłem. Wszystko było dostosowane do konkretnego celu, tzn. gdy przygoto­wywałem się do turnieju, moje trenin­gi były rozpisane wtedy co do każdej rundy. Dzięki temu nabierałem jeszcze dodatkowej motywacji. Gdy wszystko się dokładnie przerobiło, to można było naprawdę uwierzyć, iż uda mi się wygrać. Tak samo było nawet, gdy zostałem już Mi­strzem Świata Zawodowców, to wszystkie moje dni - nawet te gdzie nie trenowałem - były dokładnie zaplanowane, kiedy mia­łem jeść, spać. Oczywiście to były sugestie trenera, których warto było słuchać.

Zazdrość
Zarzucają mi, że walczyłem w barwach Niemiec. Ja sądzę, że jest to zwykła zazdrość. Mało kto się zna na boksie, bo jest to ta­ki specyficzny sport, gdzie ludzi krzyczą "lewa" albo "prawa" i się nigdy nie pomylą. Tymczasem z tych 10-12 tyś. na sali zna się kilka osób na boksie. Tu treningi są bardzo ciężkie i to, że wy­jechałem na Zachód, wcale nie spowodowało tego, iż łatwiej by­ło mi pokonywać trudności. Na pewno otworzyło to przede mną szansę na karierę.

Przeciwnicy
Najbardziej niebezpieczni byli ci głodni sukcesu. Nie ważne, czy to byli Francuzi, Rosjanie, czy też Amerykanie. Ważne było to jak bardzo byli zdeterminowani, by osiągnąć sukces. To raczej kwestia psychiki, a nie ich koloru skóry. Ja w swojej karierze wygrywałem czasami z nimi w pierwszych rundach, a czasami trwało to dość długo i wal­czyliśmy na punkty.

Predyspozycje
Sporty walki są dla ludzi inteligent­nych, którzy są cwani zarówno w ży­ciu prywatnym jak i na ringu. Dla ta­kich, którzy dochodzą do swojej wiel­kości przez pracę. Bo nie duże muskuły tu są podstawą, tylko dobrze pracująca głowa, l sztuka docenienia przeciwnika, ten respekt do ludzi.
Zawsze chciałem już jako chłopak zostać bokserem. Ja np. bie­gałem na trening 8 km i po treningu również biegiem wracałem. Starałem się robić coś ponad przeciętność. Na treningi przycho­dziłem pierwszy i wychodziłem ostatni. Nie migałem się, gdy trener coś mi kazał zrobić. Mogę powiedzieć, iż jestem człowie­kiem troszkę ekstremalnym, który jak coś robi daje z siebie wszystko. Ale wiedziałem, że taka jest droga do sukcesu. Praca, praca i jeszcze raz praca. Bytem bardzo ambitny i pracowity, i dlatego osiągnąłem swój sukces.

Boks w Polsce
Z boksem jest u nas raczej słabo. Owszem, mamy jakąś nadzie­ję, bo mamy takich zawodników jak Tomek Adamek i są oni ta­ką naszą iskierką nadziei. Ale generalnie nasz sport jest na bar­dzo niskim poziomie. Potwierdza to również chociażby ostatnia Olimpiada, z której nasi reprezentanci przywieźli ok. 10 medali. Sądzę, że problemy te głównie wynikają z braku finansów. Nie można się oszukiwać, ale tym największym bodźcem do pracy są pieniądze. A jeśli zawodnik nie może utrzymać się ze sportu, tylko musi podjąć dodatkową pracę, to nie uda mu się na dłuż­szą metę utrzymać formy, by móc trenować i wygrywać. Do tego dochodzi jeszcze rodzina, którą trzeba utrzymać. A w końcu żona kiedyś powie - "Słuchaj, jeździsz po turniejach, przycho­dzisz poobijany, a ja nie mam co włożyć do garnka. Weź się w końcu za jakąś rozsądna robotę!". Więc pieniądze są tu dość istotną kwestią. Mimo to, że boks jest dyscypliną indywidualną, to jednak potrzebna jest drużyna, a do tego dochodzi też rodzina, bo do każdego silnego faceta, potrzebna jest mocna kobieta. Ale gdy ta kobieta nie będzie zadowolona, to też nie będzie mogła dać tego wsparcia swojemu chłopakowi, mężowi, a jest ono również potrzebne... i bardzo ważne.

Agresja?
Nie wychodziłem z planem, iż mu połamię nos czy rozwalę łuk brwiowy. Ja chciałem ograć przeciwnika. To była taka moja de­wiza. Chciałem pokonać przez to, że np. szybciej go uderzę lub lepiej zastosuję, któryś z ciosów, czy też zrobię świetny unik. Ja nikogo nie chciałem nawet skaleczyć. Jeśli jakiś sportowiec planuje takie rzeczy, gdy wychodzi na ring, nie ma szansy na sukces.

Nowe wyzwanie TYGRYSA
Staram się zapewnić młodym ludziom możliwości treningu. Właśnie otworzyliśmy kolejną szkółkę w Ciechanowie. Obecnie prowadzimy rozmowy z władzami Sopotu oraz warszawskich Bielan. Mam akurat taką możliwość, iż mogę pomóc tym chło­pakom. Gdyż jest taka firma, która w zamian za mój wizerunek w reklamach, wyposaża te salki w sprzęt sportowy, l ja właści­wie więcej nie mogę zrobić, jak jeszcze powiedzieć tym chłopa­kom, że się opłaca. A to widzą na przykładzie mojej osoby, że opłaca się być sportowcem - bokserem. Mam nadzieję, iż doczekam takich czasów, że i w Polsce to też będzie się opłacało być sportowcem, choćby dlatego, że jesteśmy bardzo walecz­nym narodem. Według mnie, nie piłka nożna jest naszym spor­tem narodowym, a właśnie boks. Może to tak dziś nie wygląda, ale tak było kiedyś, l właśnie w tym widzę szansę na sukces, po­nieważ mamy wspaniałych byłych zawodników oraz trenerów, którzy mogliby przekazać przyszłym zawodnikom swoją ogrom­ną wiedzę w tej dziedzinie. Tylko należy stworzyć tym młodym chłopakom warunki do rozwoju i oddania się karierze sportowej. Władze miast muszą zdać sobie w końcu sprawę, że jeżeli chcą mieć spokój na własnym "podwórku", to powinni postarać się zorganizować jakoś czas tym dzieciakom. A ja wiem z własnego doświadczenia, że ci chłopcy, co najwięcej na mieście rozrabia­ją, najbardziej się do boksu nadają. Dziś niestety mamy coraz to więcej salek, czy siłowni, za które trzeba płacić, a tych dziecia­ków ani ich rodziców na to nie stać.

Trzy razy praca

Są trzy najważniejsze rzeczy w życiu, które pomogą odnieść suk­ces. To jest - praca, praca i jeszcze raz praca. Owszem talent też jest ważny. Jednak bez przyłożenia się do treningu i solidnej pra­cy nad samym sobą nic się nie osiągnie. Znam wielu chłopaków, którzy ze mną zaczynali trenować i byli bardziej utalentowani niż ja. Jednak to ja przez tą swoją ambicję, zawziętość i szczerą pra­cę zostałem najlepszy. To nie jest też tak, jak może komuś się wydawać, że gdy wyjechałem na Zachód od razu wszystko do­stałem. Gdy pracowałem na budowie i wykopałem już ten dół, to nie siadałem by nic nie robić, tylko ćwiczyłem technikę, i wal­czyłem z cieniem. Robiłem to by sam się sprawdzić czy czegoś nie zapomniałem.

Artykuł dzięki uprzejmości pisma Kulturystyka i Fitness. Sport dla wszystkich.