Strona główna » Relacje z turniejów » Mistrzostwa Świata ISKA Ołomuniec 2008

Mistrzostwa Świata ISKA Ołomuniec 2008

MŚ ISKA 2008 Ołomuniec

W dniach od 19 do 24 sierpnia w Ołomuńcu odbywały się Mistrzostwa Świata w kickboxingu federacji ISKA.
ISKA (International Sport Kickboxing Association) do niedawna była to jedyna organizacja zawodowa w kickboxingu przeprowadzająca turnieje pełnokontaktowe na całym świecie. Zdobyte w niej tytuły zawodowe mają największą wartość z dwóch względów, jednym jest największy zasięg działalności organizacji a drugim to, że na jej ranking mają wpływ prawie wszystkie walki organizowane również przez inne organizacje kickboxingu na świecie. Od kilku lat ISKA również położyła silny nacisk na pion amatorski do tej pory zarezerwowany przede wszystkim dla WAKO i WKA. Efektem tego podejścia jest bardzo prężny rozwój tego pionu ze szczególnym uwzględnieniem rywalizacji sportowej dzieci i młodzieży. W Polsce ISKA jest obecna od maja tego roku, kiedy trud jej tworzenia wziął na siebie Arkadiusz Wełna z Kalisza.
W tym roku gospodarzem mistrzostw świata był czeski Ołomuniec. Ponieważ tegoroczny Puchar Świata ISKA odbędzie się moim zdaniem trochę niefortunnie 18-19 października w Sydney w Australii, ze względu na bardzo małą różnicę w czasie organizacji obydwóch sztandarowych imprez siłą rzeczy musiało dojść do podziału krajów na startujące w Ołomuńcu i startujące w Sydney. Mistrzostwa Świata zgrupowały przede wszystkim zawodników europejskich, afrykańskich i środkowoazjatyckich pozostałe były reprezentowane marginalnie. Dodatkowo kraje strefy Ameryki Północnej i Środkowej 21 listopada organizują na Puerto Rico własne mistrzostwa, co powoduje, że zawodnicy z tamtych krajów nastawiają się na własny bliski im turniej. Mimo tych niedogodności w turnieju wzięło udział prawie 700 zawodników i zawodniczek reprezentujących 41 krajów świata.
Na wadze zameldowali się zawodnicy z Afganistanu, Armenii, Australii, Austrii, Belgii, Białorusi, Kamerunu, Czech, Danii, Anglii, Kazachstanu, Łotwy, Mołdawii, Mongolii, Nigerii, Rumunii, Rosji, Serbii, Słowacji, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Syrii, Turcji, USA, Walii i po raz pierwszy Polski. Wśród startujących niestety zabrakło Ukrainy, która ma bardzo dobrych zawodników zwłaszcza w konkurencjach pełnokontaktowych, co niestety obniżyło poziom walk w formułach lowkick i oriental rules.
Największe teamy wystawiły Anglia, Francja, Niemcy, Hiszpania, Turcja i oczywiście gospodarze. Z czego sama Anglia przywiozła prawie 260 zawodników. Drużyna polska liczyła 22 osoby.
Ja po raz pierwszy byłem na Mistrzostwach Świata w Kickboxingu, ale ponieważ do tej pory udało mi się zaliczyć Mistrzostwa Świata w MuayThai i Shinkyokushin Karate, dlatego siłą rzeczy porównywałem je pomiędzy sobą.
Do Ołomuńca przyjechaliśmy w poniedziałek 19 sierpnia i zaraz zawodnicy poszli na wagę.
Ołomuniec jest pięknym średniowiecznym biskupim miastem, z przepiękną starówką, której nie sposób zwiedzić w ciągu jednego dnia. Mamy na niej niespotykane w naszym kraju nagromadzenie zabytków, do których należą liczne kościoły i fontanny. Największe wrażenie robi znajdująca się w samym centrum przepiękna, monumentalna licząca sobie 35 metrów wysokości Kolumna Najświętszej Trójcy, wybudowana jako próba przebłagania Boga i powstrzymania szalejącej na Morawach w latach 1714-1716 wielkiej zarazy. Zaraz niedaleko starówki umiejscowiona jest Sport Arena, hala, na której rozgrywano zawody. Sport Arena jest odpowiednikiem naszych obiektów wybudowanych w latach 70 – tych, dobrze utrzymana, funkcjonalna, pozbawiona większych błędów, ale również nie oszałamiająca swoją infrastrukturą. Zaraz po przyjeździe zostaliśmy zważeni. I od samego początku do samego końca muszę powiedzieć o niespotykanym profesjonalizmie organizatorów, praktycznie nie było punktu, do którego można by się było przyczepić, sprawna waga i kontrola lekarska, zawodnicy wchodzili teamami, odpowiednie i niezależne stanowiska do każdej konkurencji, codziennie przygotowane listy z rozpisanymi numerami walk, szczegółowe plany zajęć na każdy dzień przygotowane w wielu kopiach i rozmieszczone w ogólnodostępnych miejscach, dobra spikerka, wcześniejsze wywoływanie zawodników, naprawdę Czesi odwalili pod tym względem kawał dobrej roboty.
Same zawody odbywały się jednocześnie na trzech ringach i dwóch matach, co robiło czasami przytłaczające wrażenie, jednocześnie trudno było się skupić, gdy na jednym ringu mieliśmy walki w oriental rules, na drugim lowkicku, na trzecim lightcontakcie a na matach leciał semi- i zawody w formach. Ogromna ilość walk, ogromna ilość zawodników. Wspaniałe widowisko sportowe. To, co różniło Mistrzostwa ISKA od innych to ogromna liczba dzieci i młodzieży biorących udział w zawodach, całe autokary dowoziły je na halę gdzie startując brały jednocześnie udział w dobrej zabawie. Jak tak oglądałem ich starty nasunęła mi się pewna refleksja, niedawno byłem na Litwie na mistrzostwach w Kyokushin Karate, tam również brała udział olbrzymia liczba dzieci, widać jak w innych krajach europejskich przeznacza się naprawdę duże pieniądze na szkolenie dzieci i młodzieży, dzięki temu uzyskują doraźne korzyści w postaci doskonale wyszkolonych seniorów ale również zapobiegają rozwijaniu wszelkiego rodzaju patologii wśród uczniów dostarczając im zajęć i celów do realizacji na salach gimnastycznych. To jest niestety coś, czego brakuje w naszym kraju, u nas właściwie tylko piłka nożna może liczyć na drenaż ogromnych sum na działalność co i tak nie ma przełożenia na poziom usportowienia młodzieży i osiągane wyniki sportowe, sporty walki nadal są traktowane w sposób marginalny i głęboko niedofinansowane.
Zawodnicy mogli startować w konkurencjach:
- form - tradycyjnych - chińskich, koreańskich i japońskich, - form tradycyjnych przy muzyce, form z bronią oraz form nowoczesnych przy muzyce – łącznie samych konkurencji form było 24.
- semikontact
- lightkontact
- fullkontact
- lowkick
- oriental rules
Oriental rules jest konkurencją na pograniczu zasad K 1 i MuayThai. Nie można używać łokci, jest ograniczona liczba kolan, choć z tego, co widziałem to panowała dość duża dowolność w zależności od sędziego, wieku i płci walczących. Seniorzy praktycznie walczyli jak w MuayThai, kobietom przerywano już po pierwszym kolanie.
Ogólnie wszystkich konkurencji, w których można było startować było 141, przy czym zawodnik mógł brać udział w kilku jednocześnie. I powiem szczerze to moim zdaniem jest nieporozumieniem gdyż powoduje, że powstaje swoisty groch z kapustą. Sensowniej byłoby zorganizować zawody dzieci i juniorów osobno, walk bez- i lekkokontaktowych osobno a formuł pełnokontaktowych również osobno. Mielibyśmy przejrzyste zawody, na których kibice wiedzieliby, czego oczekiwać a tak powstała pewna otoczka festynu sportowego a nie sztandarowej imprezy organizacji. Innym minusem było rozmycie zawodników na wiele konkurencji, dodatkowy brak Ukrainy spowodował, że niektóre kategorie np. oriental do 63,5 kg oraz do 67 kg, czyli tam gdzie walczyli Adrian Wytwer, Daniel Adamczyk i Filip Rządek były bardzo dobrze i dość licznie obsadzone, ale w innych za samą wagę już się miało brąz lub nawet srebro. Co jak na rangę imprezy, pamiętajmy że chodzi o Mistrzostwa Świata jest chyba drobnym nieporozumieniem.
Również patrząc na konkurencje form nie mogłem zrozumieć jak są rozgrywane, sam jestem sędzią kata w Kyokushin, więc wiem jak się je ocenia, tempo i płynność stanowią tylko jedno z wielu kryteriów, ale najważniejsza jest poprawność techniczna i zgodność ze schematem, tutaj nie mogłem zrozumieć jak Ci sami sędziowie mogą oceniać jednocześnie formy Karate i to różnych stylów, potem formy Tae kwon do a na koniec jeszcze Wu Shu. Zawodnik może robić największe głupoty, byle je robił płynnie a sędziowie i tak nie są w stanie wychwycić żadnego błędu technicznego, bo go nie znają, można, więc zostać mistrzem świata w formach po dosłownym zwaleniu całego schematu. Ale o ile formy tradycyjne mogłem jeszcze zrozumieć, to szczęka mi opadła przy formach nowoczesnych przy muzyce. W przypadku dzieci super sprawa, doskonałe przygotowanie gimnastyczne i taneczne, widać było ogrom włożonej pracy, naprawdę należy je propagować. Ale gdy zaczęli startować seniorzy o mało mi zwieracze nie puściły ze śmiechu, wchodziły metroseksualne chłopaki rodem z boysbandów, piękne kolorowe ciuszki, ułożone fryzurki, każdy włosek na swoim miejscu, piękne drżące okrzyki przy wyimaginowanych technikach a potem na zakończenie ostre i bojowe miny w kierunku sędziego głównego, które wyglądały tak jakby mieli kłopoty z oddawaniem stolca. Szczęka mi dosłownie opadła. I powiem szczerze konkurencje form w Kickboxingu powinny być zarezerwowane dla dzieci i młodzieży, bo przecież chodzi o rozwój fizyczny, jeśli chodzi o dorosłych to uważam to za głęboką profanację tematu, nie chodzi mi o przygotowanie fizyczne zawodników, bo to jest doskonałe i naprawdę robi wrażenie, ale niech startują w gimnastyce ewentualnie balecie lub jakichś innych formach tańca współczesnego, moim zdaniem nie można dowolnie przerabiać dziedzictwa kulturowego kierując się tylko marketingiem, bojowe miny metroseksualnych chłopaków połączone z fruwającymi aluminiowymi mieczami samurajskimi przypominały wykonanie naszego hymnu przez Edytę Górniak w Korei.
Długo się nad takim a nie innym podejściem ISKA do tego tematu zastanawiałem, jak dodatkowo spojrzałem na kalendarz imprez to wiele dużych zawodów się nakłada z terminami jak same Mistrzostwa Świata i Puchar Świata. I wydaje mi się, że wiem, na czym to polega. ISKA jest przede wszystkim organizacją zajmującą się sportem zawodowym i na ten sport przeznacza naprawdę ogromne pieniądze, pion zawodowy jest to pion wiodący w ISKA, jednocześnie w odróżnieniu od wschodniej Europy na zachodzi nikt się nie będzie bił i ryzykował zdrowia za darmo, na Zachodzie i w Stanach, zresztą tak samo w krajach Azji walczący w formułach pełnokontaktowych to przede wszystkim zawodnicy zawodowi. Pozostaje jednak ogromna liczba trenujących, a nie chcących walczyć w pełnym kontakcie i setki tysięcy dzieci. Dlatego, żeby zagospodarować te dwie grupy ISKA stworzyła i rozwija pion amatorski, nikomu tutaj nie chodzi o wielki poziom chodzi o to, aby wszyscy byli szczęśliwi i zadowoleni a naprawdę wysoki poziom jest w pionie zawodowym. Choć muszę z całą świadomością powiedzieć, że i tutaj widziałem wielu naprawdę dobrze wyszkolonych i przygotowanych zawodników. Szczególną moją uwagę skupił reprezentujący Szwecję czarnoskóry Sadibou Sy, który walczył jednocześnie w formule lowkick jak i oriental rules w wadze do 86 kg. Szwed był wprost fenomenalny, idealny dystans, zmiany tempa walki, zmiany pozycji z prawej na lewą, doskonałe przygotowanie techniczne. Krótko mówiąc idealna maszyna do walki. Sadibou Sy wygrał obydwie konkurencje, z czego w oriental walczył z Czechem Ondrejem Srubekiem, który z kolei w drodze do finału nokautował przeciwników, w starciu jednak ze Szwedem, Czech był bezradny, Murzyn robił z nim dosłownie, co chciał tak, że w drugiej rundzie trener Srubeka rzucił ręcznik i przerwał rzeź, która się działa na ringu. W lowkicku z rękawic Srubeka padł inny Czech Filip Kollar. Naprawdę dawno nie widziałem tak doskonałego zawodnika.
Nasi zawodnicy startowali w formułach przede wszystkim oriental rules, lowkick, light kontact oraz eksperymentalnie w semikontact.
Jak na pierwszy start Polakom poszło super zdobyliśmy 13 medali, 5 złotych, 5 srebrnych oraz 3 brązowe. Należy przy tym pamiętać, iż startowaliśmy w najtrudniejszych konkurencjach, niejako flagowych, do których należą lowkick i oriental rules. Nasi zawodnicy rozpoczęli walki od 20 sierpnia, na pierwszy ogień poszli juniorzy walczący w light kontakcie Piotr Witkowski swoją pierwszą walkę z Turkiem Taschtekin wygrał na punkty, w drugiej spotkał się z Anglikiem Azadem w której niestety przegrał i osaczenie zajął trzecie miejsce. Drugi z naszych juniorów odpadł w ćwierćfinale po walce z Niemcem Gerardem Schmithem.
Następnego dnia walki rozpoczęli nasi seniorzy. Jako pierwszy zawalczyl Adrian Zielinski w kat. 71 kg w formule low kick, który spotkał się z Czechem Jizi Urbanem, po pięknej walce Adrian wygrał w 3 rundzie przez K.O. Jako kolejna walczyła Monika Opak która niestety uległa Austriaczce Wirkemmen. Praktycznie w tym samym czasie na drugim ringu Daniel Adamczyk w kat. 63.5 kg oriental rules wygrał w pięknym stylu i z bardzo dobrze przygotowanym zawodnikiem Afganistanu Kabir Passili, żeby jednak rozjaśnić sytuację to Afgańczyk nie przyjechał z Afganistanu lecz był wystawiany przez bardzo dobrą ekipę Szwajcarii. Na ringu B kolejny nasz reprezentant Robert Ślesicki w kat. 75 kg oriental rules przegrał niestety na punkty z Anglikiem Hamiltonem Rice. Również kolejnych naszych dwóch zawodników uległo przeciwnikom Piotr Baran w kat. 71 kg z doskonale przygotowanym Austriakiem Karczewskim zaliczył nokaut a zaraz po nim niestety nie za dobrze powiodło się Markowi Rudziewiczowi który przegrał z Anglikiem Tomem Kentem.
Jednak zaraz potem walczył nasz najlepszy zawodnik, czyli Filip Rzadek, Filip był bardzo dobrze przygotowany do turnieju, walczył do 67 kg i niestety trafił do najsilniej obsadzonej kategorii wagowej w oriental rules. W pierwszej walce spotkał się z bardzo silnym zawodnikiem gospodarzy Zdenkiem Rermica. Filip praktycznie walkę rozstrzygnął swoimi miażdżącymi low kickami. W kolejnej walce w kategorii semi nasz zawodnik Krempic Tomasz przegrał z Czechem Koncicem. Walczący po nim w light kontakcie Damian Mieczkowski w kat. 81 kg wygrał z Czechem Homolką. Jednak w następnej walce przegrał z Austriakiem. Największymi niespodziankami tego dnia byli Andrzej Szymański i Piotr Sawa. Obydwaj startowali w light kontakcie. Andrzej najpierw wygrał z Anglikiem Frenczem, potem bez problemu pokonał Belga Liekensa, po nim Irańczyka Yazdanparaha i po pięknej walce finałowej wygrał Nawarem Amarem z Anglii. Ostatecznie zdobywając złoto. Walczący po nim w kategorii open Piotr Sawa najpierw pokonał Anglika Girmole’a a następnie w finale zwyciężył z Węgrem Gaborem Miklosem.
W kolejnym dniu klasę pokazali przede wszystkim Adrian Wytwer, Daniel Adamczyk i Filip Rządek. Wszyscy trzech mieli bardzo ciężkich przeciwników, Filip wygrał ze doskonale przygotowanym Szwedem Borsenem, Adrian wyeliminował Węgra Bitmapa a Daniel dosłownie rozjechał Niemca Maurera. Z pozostałych naszych zawodników Paweł Michalak wygrał z Włochem Botonni, Adrian Zieliński z Hiszpanem Bascordeo, Ania Sikora z Czeszką Hola, niestety na skutek nokautu technicznego walkę przegrał Piotr Mliński.
Niedziela była dla nas dniem szczęśliwym, pięć finałów w najtrudniejszych konkurencjach odbyło się z udziałem Polaków
Jako pierwsze spotkały się Anna Sikora z Vanessą Nogaj, obydwie z Kalisza, po dobrej walce Ania wygrała na punkty. W kolejnym finale, znowu spotkało się dwóch Polaków Daniel Adamczyk z Adrianem Wytwerem, walkę wygrał Adrian. W formule low kick poszlo nam niestety trochę gorzej i ostatecznie Adrian Zielinski zdobył drugie miejsce. W gali finałowej walczył nasz najlepszy zawodnik Filip Rządek, który po bardzo dobrej walce decyzją sędziów przegrał z gospodarzem Budrechem. Ostatni nasz zawodnik Paweł Michalak znokautował w trzeciej rundzie innego Czecha, Unicafiana i zdobył kolejne złoto.
Podsumowując Mistrzostwa Świata w Ołomuńcu był to bardzo udany start młodej polskiej ekipy, był to również bardzo dobrze organizacyjnie przygotowany turniej a walki w formułach pełnokontaktowych stały na naprawdę wysokim poziomie.
Miejsca Polaków:
Light contact junior boys under 18
- 59 Kg
3 Witkowski Piotr
Light contact men
- 67 Kg
1 Szymanski Andrzej
+ 91 Kg
1 Sawa Piotr
Lowkick women
- 66 Kg
2 Oleksik Agnieszka
Lowkick men
- 71 Kg
2 Zielinski Adrian
Oriental K-1 rules women
- 54 Kg
3 Opak Monika
- 57 Kg
1 Sikora Anna
2 Nogaj Vanessa
Oriental K-1 rules men
- 63,5 Kg
1 Wytwer Adrian
2 Adamczyk Daniel
- 67 Kg
2 Rrzadek Filip
- 91 Kg
1 Michalak Pawel
+ 91 Kg
3 Mlinkski Piotr